Przejdź do głównej zawartości

I Twoją matkę też

Są reżyserzy, którym wybacza się więcej niż pozostałym i nie potrafię wytłumaczyć tego inaczej niż po prostu gustem. 

Jest to dość słaba linia argumentacji ale co zrobić? Kolejnym argumentem jest (równie łatwa do obrony) ocena talentu. Często te czynniki pokrywają się z przyznawanymi międzynarodowymi nagrodami, choć nie jest to regułą (patrz: brak Oscarów na koncie takich gwiazd jak Sergio Leone czy Stanley Kubrick). Mieszanka tych czynników i moim zdaniem również wrodzona charyzma składają się często na sympatie widzów oraz producentów, którzy decydują się na dystrybucję filmu.

Reżyserem, który ma w sobie powyższe cechy jest moim zdaniem Alfonso Cuaron, którego szersza publiczność zna z wyreżyserowania Harrego Pottera i Więźnia Azkabanu, Grawitacji lub Romy. Jest to solidny zawodnik na polu fabryki snów, a o którym albo mówi się za mało, albo w jakiś sposób pomija wyliczając najbardziej hot nazwiska reżyserów: Nolan, Scorsese, Tarantino, Copola, Fincher, Lynch.

Ale ja nie chciałam pisać tylko o samym reżyserze ale o reżyserze z perspektywy jednego z jego filmów.

„I twoją matkę też” to film dokładnie o tym o czym się pomyśli jak pierwszy raz usłyszy się tytuł.

Krótki zarys fabuły.

Upalne meksykańskie wakacje. Dwaj kumple, których dziewczyny wyjeżdżają w podróż po Włoszech, zostają sami. Kiedy nie trzeba chodzić do szkoły, można wreszcie robić to, na co najbardziej ma się ochotę- imprezy i panienki. Pewnego świątecznego popołudnia poznają piękną, 28-letnią Hiszpankę, Luisę, którą kokietują z klasą i wdziękiem typowymi dla młodzieży w ich wieku. W żartach zapraszają ją w podróż na wyimaginowaną plażę, zwaną "Usta Niebios". Kobieta grzecznie ich ignoruje, potem rozchodzą się każde w swoją stronę i wydaje się, że cała sprawa odchodzi w niepamięć. Jednak Luisa dostaje bardzo złe wiadomości. W obliczu potrzeby zmian w swoim życiu, odnajduje chłopców i przyjmuje ich zaproszenie. Cała trójka wyrusza w podróż, która zmieni ich życia, prowokując konflikt pomiędzy niewinnością, seksualnością i przyjaźnią.

Fabuła być może niezbyt skomplikowana prowadzi nas poprzez obraz filmu drogi w miejsce, do którego każdy z nas nieuchronnie zmierza. 

Wdzięk oraz- nie oszukujmy się- napięcie seksualne budowane w filmie bardzo skutecznie łapią nas w objęcia ciekawości jak potoczy się akcja. A akcja toczy się upalnym, meksykańskim krajobrazem. Suche jak pieprz od słońca pranie powiewa na drugim planie. Egzotyczne dla nas widoki widzą bohaterowie tej przedziwnej opowieści, którzy… żyją. Są młodzi, emocjonalni, nieokrzesani, niedoświadczeni i nieświadomi jak potoczy się ich życie.

Nie jest to film pozbawiony wad, co więcej tuż po obejrzeniu moje pierwsze odczucia były dość ambiwalentne. Jednak im dłużej się zastanawiam nad poszczególnymi częściami dzieła tym bardziej doceniam całokształt.

I tutaj dochodzę do sedna- zupełnie inaczej ogląda się film, wiedząc kto go wyreżyserował. 

Naprawdę dla mnie to był gamechanger w wybieraniu filmów, które chcę obejrzeć, bo nawet nie znając przed seansem fabuły wiadomo czego się spodziewać. Wracając do początku mojej wypowiedzi, czyli do tego, że moja ocena talentu oraz mój gust sprawiły, że film odebrałam tak a nie inaczej. Nie jest to film wybitny, nie jestem do końca nawet pewna, czy mi się na pewno podobał. Alfonso Cuaron i jego produkcje mają jednak cechy, których szukam oglądając filmy czyli: wciągająca fabuła i spięta klamrą historia, która prowadzi do konkretnego wniosku. Dodatkowo reżyser skupia się na emocjach i tym, czy obraz oddaje odpowiednio klimat opowieści. Pod tym względem „I twoją matkę też” zdaje egzamin. Czy zawsze podobają mi się zabiegi stosowane obok: praca kamery, zdjęcia, scenografia, montaż? Nie. Każdy z reżyserów, nawet tych wybitnych ma swoje mankamenty. Ale to nie jest dla mnie w tym wszystkim chyba najważniejsze.

https://www.filmweb.pl/film/I+twoj%C4%85+matk%C4%99+te%C5%BC-2001-32700

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dojrzewanie

Minęło już trochę czasu od premiery serialu Dojrzewanie . Emocje opadły, boom nieco przygasł, my- widzowie- również ochłonęliśmy. Ale to nie znaczy, że o tym serialu przestanie się z dnia na dzień mówić. Bo mówić wręcz trzeba. Ta opowieść to dramat jednostki, rodziny a także przedstawienie szerokiej perspektywy dojrzewania współczesnych nastolatków. Zacznijmy od początku. Serial opowiada historię 13-letniego chłopca oskarżonego o zabójstwo swojej koleżanki. To nie spoiler- od początku wiemy, że chłopak rzeczywiście dopuścił się tej zbrodni. Twórcy skupiają się jednak na tym, jak rodzice dowiadują się o tragedii i jak wygląda ich życie w pierwszych dniach oraz tygodniach po tym dramatycznym wydarzeniu. Zostawię kwestie techniczne osobom, które mają w tej dziedzinie większą wiedzę, ale nie mogę pominąć jednej rzeczy: każdy z czterech odcinków został zrealizowany jednym, ciągłym ujęciem ! To imponujące- aktorzy przygotowywali się do każdego odcinka jak do spektaklu teatralnego. Próby, ...

Slow horses

Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale Kulawe konie stały się w ostatnim czasie naszym serialem . Tym, który oglądamy wyłącznie razem. I mam nieodparte wrażenie, że obejrzenie choćby jednego odcinka w tajemnicy przed drugim byłoby wystarczającym powodem do solidnego focha. Mój mąż ma zupełnie inny gust filmowo- serialowy niż ja. Preferuje horrory, filmy grozy, krew, pożogę i zniszczenie. Wspólne zachwyty nad jedną produkcją zdarzają nam się więc raczej rzadko. Nie poleciłabym mu na przykład serialu Studio , opowiadającego o kulisach współczesnego Hollywood. Zupełnie odbił się też od bardzo przeze mnie zachwalanej Sukcesji (wiem!!!). Naszą jedyną płaszczyzną porozumienia pod względem kinematografii pozostają filmy i seriale sensacyjne, kryminalne, detektywistyczne oraz thrillery. Kulawe konie wpisują się w ten schemat.   Pierwszy sezon otwiera genialna scena akcji rodem z Jamesa Bonda. Trwa niemal 20 minut i jeśli ta sekwencja nie przykuje Waszej uwagi- to znak, że ten serial po pro...

Sukcesja przemowami stoi

UWAGA! SPOJLERY! Przed rozpoczęciem oglądania Sukcesji byłam sceptyczna z wielu względów. Czy temat rodzinnych scysji i walki o "stołki" w firmie może być w ogóle interesujący? Najczęściej przed oglądaniem seriali robię research, głównie po to, żeby wpasować dany klimat w mój aktualny nastrój. Kilka (bardzo mało, ale jednak) przeczytanych przeze mnie opinii recenzentów sugerowało, że serial jest przereklamowany i że nie wiadomo, o co w ogóle tyle szumu. Wydawało mi się też, że będzie to kosmiczne połączenie Mody na sukces i Wilka z Wall Street . Jak bardzo się myliłam! Najbardziej przekonało mnie to, że większość recenzji brzmiała: „Finał Sukcesji dowiózł”. Chyba nie ma lepszej reklamy dla serialu! Dodatkowo bardzo szanuję twórców za to, że postawili na jakość produktu, a nie na ilość (sezonów i odcinków). Ostatnio mam problem z czekaniem na kolejne sezony seriali, które ciągną się latami („Ród smoka”, „Wednesday”, „Biały Lotos”). Następne sezony albo nie powstają, albo ic...