Duszny, parny, czerwcowy wieczór. Słońce chyli się ku zachodowi, na dworze zapada półmrok. W blokach i kamienicach okna otwarte są na oścież, próbując wpuścić choć odrobinę chłodniejszego powietrza po gorącym, słonecznym dniu. Zaczyna lekko kropić – deszcz cicho stuka o parapety.
Gaszę światło w pokoju, zasłaniam zasłony i szykuję dwie lampki wina. Ścielę łóżko, nakładam na nie miękki koc i mnóstwo poduszek, w które za chwilę zamierzam się wtulić. Grzegorz zapala świeczki. W pomieszczeniu robi się przytulnie, niemal kinowo. Idealna atmosfera na wieczór z filmami Finchera.
Dziś na ekranie „Zodiak”. Ale równie dobrze mogłoby to być „Siedem”, „Dziewczyna z tatuażem” albo „Fight Club”. Lubię ten niepokojący klimat, gęstą atmosferę, która wciąga od pierwszych minut, i historie, które zostają w głowie na długo.
Komentarze
Prześlij komentarz