Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Rycerz siedmiu królestw

Ostatnio- być może odrobinę przedwcześnie- wieszczyłam zmierzch ambitnych produkcji na HBO.  A potem włączyłam Rycerza Siedmiu Królestw. Opis tego serialu trudno zacząć inaczej niż od tytułów, które wyznaczyły standard: Gra o tron oraz Ród smoka. Nie będę jednak wchodzić w meandry chronologii wydarzeń ani w zawiłości genealogii- z tego mógłby powstać osobny, obszerny felieton opisujący strukturę świata stworzonego przez George R. R. Martina. Trudno jednak uniknąć porównań. Gra o tron pozostaje trzonem, który spaja wszystkie historie dziejące się w Westeros. Jest punktem odniesienia, do którego siłą rzeczy przykładamy każdą kolejną historię osadzoną w tym uniwersum. Nowy serial od HBO Max ukazuje inną, bardziej przyziemną część historii Westeros i robi to po prostu dobrze.  Rzadko oceniam produkcję przed zakończeniem sezonu- a do finału pierwszego wciąż został 1 odcinek. Przedostatni odcinek Rycerza Siedmiu Królestw zostanie jednak ze mną na długo i już dzisiaj postanowiłam co ...

Gilmore Girls

Myślę, że w życiu każdego z nas przychodzi taki moment, w którym jest po prostu źle. Nie pomagają modlitwy, lamenty, medytacje, ucieczki na Sri Lankę, zakupy ani inne- czasem bardziej drastyczne- metody radzenia sobie z życiowym bagnem. I nie chodzi mi o chwilowe problemy w pracy czy jednodniową kłótnię w związku, choć i tych oczywiście nie należy lekceważyć. Każdy dźwiga w życiu krzyż o innej wadze. Nie ma „za małych” problemów ani emocji, które nie zasługiwałyby na uwagę. Są jednak problemy, które ciągną się latami. Duszą. Czasem towarzyszą nam od dzieciństwa, a czasem los sprawia, że zupełnie nie wiadomo kiedy i jak doświadczamy traumy, z którą później latami nie potrafimy sobie poradzić. I wtedy kobiety robią coś, co sprawia, że jestem dumna z bycia kobietą- organizują się. W grupy wsparcia. W grupy sportowe. W grupy plastyczne. W przyjaźnie. I w Gilmore Girls. Oczywiście istnieje wiele feel good movies. Jest też mnóstwo seriali (często sitcomów) tworzonych z myślą o poprawie nastr...

Slow horses

Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale Kulawe konie stały się w ostatnim czasie naszym serialem . Tym, który oglądamy wyłącznie razem. I mam nieodparte wrażenie, że obejrzenie choćby jednego odcinka w tajemnicy przed drugim byłoby wystarczającym powodem do solidnego focha. Mój mąż ma zupełnie inny gust filmowo- serialowy niż ja. Preferuje horrory, filmy grozy, krew, pożogę i zniszczenie. Wspólne zachwyty nad jedną produkcją zdarzają nam się więc raczej rzadko. Nie poleciłabym mu na przykład serialu Studio , opowiadającego o kulisach współczesnego Hollywood. Zupełnie odbił się też od bardzo przeze mnie zachwalanej Sukcesji (wiem!!!). Naszą jedyną płaszczyzną porozumienia pod względem kinematografii pozostają filmy i seriale sensacyjne, kryminalne, detektywistyczne oraz thrillery. Kulawe konie wpisują się w ten schemat.   Pierwszy sezon otwiera genialna scena akcji rodem z Jamesa Bonda. Trwa niemal 20 minut i jeśli ta sekwencja nie przykuje Waszej uwagi- to znak, że ten serial po pro...