Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale Kulawe konie stały się w ostatnim czasie naszym serialem. Tym, który oglądamy wyłącznie razem. I mam nieodparte wrażenie, że obejrzenie choćby jednego odcinka w tajemnicy przed drugim byłoby wystarczającym powodem do solidnego focha.
Mój mąż ma zupełnie inny gust filmowo- serialowy niż ja. Preferuje horrory, filmy grozy, krew, pożogę i zniszczenie. Wspólne zachwyty nad jedną produkcją zdarzają nam się więc raczej rzadko.
Nie poleciłabym mu na przykład serialu Studio, opowiadającego o kulisach współczesnego Hollywood. Zupełnie odbił się też od bardzo przeze mnie zachwalanej Sukcesji (wiem!!!). Naszą jedyną płaszczyzną porozumienia pod względem kinematografii pozostają filmy i seriale sensacyjne, kryminalne, detektywistyczne oraz thrillery.
Kulawe konie wpisują się w ten schemat.
Pierwszy sezon otwiera genialna scena akcji rodem z Jamesa Bonda. Trwa niemal 20 minut i jeśli ta sekwencja nie przykuje Waszej uwagi- to znak, że ten serial po prostu nie jest dla Was. Nie będę spojlerować fabuły, ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wciągAAA.
Gary Oldman, wcielający się w odrażającego szefa dysfunkcyjnej grupy brytyjskiego MI5, to osobliwa mieszanka genialnego dr. House’a i pierdzącego menela spod bloku. Jego wydział- Slough House- jest zbieraniną wyrzutków z centralnego biura w Londynie. Każdy, kto podpadł przełożonym, jest hazardzistą, narkomanem, alkoholikiem albo po prostu okazał się niewygodny, ma do wyboru: dołączyć do tytułowych Kulawych Koni albo pożegnać się z karierą agenta.
Każdy sezon skupia się na jednej, co sezon innej operacji wywiadowczej. Śmierć jednak jest nieodłącznym elementem pracy szpiega i nie omija także bohaterów tego serialu, który mimo groteskowości wielu sytuacji uparcie przykuwa naszą uwagę brudną autentycznością. Czasem bohaterowie zostają w nią wciągnięci mimowolnie, zmuszeni przez okoliczności do działania, a czasem sami naiwnie szukają emocji i „prawdziwej roboty”, której konsekwencje okazują się… zaskakujące.
O mały włos nie wspomniałam o genialnych rolach drugoplanowych. Charyzmatyczny Jack Lowden, Kristin Scott Thomas, czy gościnnie Hugo Weaving to tylko wierzchołek góry lodowej znakomitego aktorstwa. I będę to powtarzać, choć twórcy Bonda zapewne nie pójdą w tym kierunku- Jack Lowden byłby świetnym wyborem na nowego agenta 007.
Ciekawostka: Mick Jagger jest wielkim fanem książek Micka Herrona, na podstawie których powstał serial. Kiedy dowiedział się, że planowana jest ekranizacja, sam zaproponował twórcom, że stworzy do niej intro. W ten sposób powstał utwór Strange Game.
Moja wskazówka: jeśli nie wiesz, czy serial trafi w Twój gust, najpierw posłuchaj tej piosenki. Niesamowicie oddaje klimat deszczowej, brytyjskiej rzeczywistości- dokładnie tej, w której poruszają się Kulawe konie.
Serial ma na razie 5 sezonów. Szósty jest już w post produkcji i ma trafić na ekrany jesienią 2026 roku. Największym problemem pozostaje fakt, że platforma Apple TV+ wciąż nie jest w Polsce szczególnie popularna- a szkoda. Zwłaszcza w czasach, gdy HBO wyraźnie spadło z piedestału platformy kojarzonej z najwyższym poziomem twórczości, to właśnie Apple TV+ coraz śmielej wysuwa się na prowadzenie w wyścigu o najlepsze, jakościowe produkcje.

Komentarze
Prześlij komentarz