Po obejrzeniu Spirited Away sięgnęłam po kolejną kultową animację Hayao Miyazakiego – Księżniczkę Mononoke.
Po drugiej stronie konfliktu stoi Lady Eboshi- przywódczyni Żelaznego Miasta, kobieta ambitna i silna, która rozwija przemysł i oferuje lepsze życie odrzuconym przez społeczeństwo: trędowatym i byłym prostytutkom. Jednak jej działania prowadzą do niszczenia lasu i gniewu bogów natury.
Ashitaka próbuje zrozumieć obie strony i zażegnać konflikt.
Moim zdaniem ugryzienie Ashitaki przez demona jest symbolem tego, jak każdy z nas- będąc dzieckiem- w końcu zostaje „zakażony” cywilizacją, dorosłością i generalnie złem tego świata. To, jak główny bohater opuszcza swoją rodzinną wioskę, odczytuję jako metaforę wejścia w dorosłość- samotnej wędrówki, podczas której musimy zmierzyć się z własnymi demonami. Co ciekawe, w trakcie akcji każdy akt przemocy względem drugiego człowieka sprawia, że rana Ashitaki się pogłębia. Jest to według mnie niezwykle trafna metafora ukazująca, że każde takie działanie zostawia ślad w naszej duszy. To bardzo mądry i subtelny sposób, by uświadomić nawet młodszemu widzowi, że nasze czyny mają konsekwencje- i że przemoc, choć czasem wydaje się nieunikniona, zawsze niesie wewnętrzny koszt.
Dodatkowo „uzdrowienie” ciała Ashitaki przez ducha lasu nie sprawia, że znamię znika- i to również uderzyło mnie jako bardzo znaczący symbol. Odczytuję go jako analogię do chrześcijańskiego grzechu pierworodnego- piętna, którego nie da się zmyć, niezależnie od działań naprawczych. W ten sposób japońska duchowość spotyka się z naszymi kulturowymi tropami, tworząc uniwersalny przekaz.
Ta historia, mocno zakorzeniona w japońskiej kulturze a jednocześnie posiadająca analogie do kultury europejskiej, była dla mnie bardziej przystępna niż Spirited Away.
To właśnie ta moralna złożoność czyni film dojrzałym i skłaniającym do refleksji. Nie otrzymujemy odpowiedzi na tacy. Zamiast tego pojawia się pytanie: czy istnieje jedna, uniwersalna prawda?
Na uwagę zasługuje także sposób przedstawienia postaci kobiecych.
Film ukazuje skomplikowaną relację między naturą a postępem cywilizacyjnym. Pod tym względem jednak, pomimo postawienia ciekawego pytania uważam, że fabularnie nie zostało to dobrze poprowadzone i rozwiązanie akcji pod tym kątem jest zbyt idealistyczne.
Mimo licznych zalet, muszę przyznać, że film momentami się dłużył. Mam też trudność z japońskim sposobem ukazywania demonów i emocji- przesadna ekspresja bywa dla mnie niezrozumiała, a niektóre sceny wydają się emocjonalnie puste tam, gdzie europejski widz spodziewałby się kulminacji. To bywa konsternujące, a pod koniec filmu nawet troszkę irytujące.
Ocena: 6/10
(Film podobał mi się znacznie bardziej niż Spirited Away.)
Komentarze
Prześlij komentarz