Przejdź do głównej zawartości

Podsumujmy 5 sezon Stranger Things

Od prawie dekady Stranger Things, jego twórcy i obsada oprócz nagród i sławy muszą mierzyć się z czymś, co dzisiaj idzie z tym wszystkim w pakiecie. Hejtem i wiecznym niezadowoleniem fandomu. 

5 sezon o przygodach paczki z Hawkins nie uniknął słów krytyki. Czy słusznie? Czy jednak nie? Rozłożymy to na czynniki pierwsze. Spojlerowo :)

Cały piąty sezon nie jest aż tak tragiczny, jak można było się obawiać. W porównaniu do nieszczęsnego finału Gry o tron- nie jest źle i nie jest aż tak rozczarowująco. Wątki zostały domknięte, mieliśmy możliwość pożegnania się z każdym z bohaterów i ich historiami- jedne bardziej logicznie, inne mniej. (Hopper, który tak szybko pogodził się ze zniknięciem Eleven, jest dla mnie poza skalą nielogiczności, ale okej…).

Tuż przed emisją ostatniego odcinka krytycy i widzowie zwrócili uwagę na kilka rzeczy:

  1. Podział ostatniego sezonu na trzy części, który skutecznie wytrącił nas- widzów- z wątków, szalonych pomysłów i emocji całej historii. Oficjalnie: każda z trzech części miała wychodzić w „święta”: Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie i Nowy Rok, żebyśmy poczuli się jak za czasów naszego dzieciństwa, kiedy czekaliśmy na swój ulubiony program. Tłumaczenie piękne. Ale bitch please… jeśli to nie było głównie o nabijaniu statystyk oglądalności Netflixowi- danego dnia miliony widzów siadający przed ekrany telewizorów i inny urządzeń elektronicznych, to ja naprawdę nie znam życia.

  2. Zakończenie wątku Hoppera, który w mgnieniu oka pogodził się ze stratą Eleven. Znając jego historię z pierwszego sezonu- lata depresji po stracie córki- trudno mi uwierzyć, że tym razem był w stanie tak szybko iść dalej.

  3. Odcinek 6, który wszystkim nam będzie się śnił po nocach: Max informująca Holly tuż przed portalem, że „wiesz co, jednak nie pójdziesz ze mną”. Chyba wszyscy mieliśmy wtedy solidne WTF???. A krzyki do ekranu „Run Max, run!!!”, kiedy dziewczyny przez dobre 15 minut rozmawiały ze sobą jak gdyby nigdy nic, zanim ruszyły w stronę portali- gotowy kontent na roli, na media społecznościowe.

  4. Nancy i Jonathan, czyli najgorsze zerwanie– niezerwanie w historii. Po tym odcinku bracia Duffer musieli się solidnie tłumaczyć, o co w tym właściwie chodziło. Jako widz byłam przekonana, że to pogodzenie się pary, w końcu wyjaśnienie wszystkiego tak, żeby z czystą kartą albo umrzeć, albo jeśli przeżyją, budować wspólne życie w prawdzie. Tymczasem dostaliśmy przykład bardzo złego scenopisarstwa, w którym większość widzów, w kluczowym momencie kompletnie nie wiedziała, co twórcy mieli na myśli.

  5. Bohaterowie: teorie → narady → akcja. Ten problem był podnoszony od pierwszego sezonu- mimo braku czasu bohaterowie zawsze jakoś znajdują go na długie narady. Tłumaczono to do tej pory tym, że serial częściowo odzwierciedla strukturę gry RPG. I to działało. Ale w ostatnim sezonie kuriozalność tych scen uwypukliła wszystkie dziury i niedopatrzenia.

  6. Cztery lata kręcenia ostatniego sezonu to jednak lekkie przegięcie. Dzieci dorosły, a niektóre zdążyły wziąć śluby i zaadoptować dzieci  Millie Bobby Brown.

  7. Chyba wszyscy się zgodzimy, że coming out Willa to ładna fabularna klamra, ale timing nie mógł być gorszy. Mike mówi, że mają chwilę, dosłownie przed wyjazdem, a Will uznaje, że to idealny moment na wyznania. Fabularnie da się to obronić, bo wszyscy wiemy, że ta tajemnica była jednym z powodów jego strachu przed Henrym ale pytania zostają: Czy musiał to robić właśnie wtedy? Czy naprawdę musiały w tym uczestniczyć osoby, które go właściwie nie znają, jak Murray czy Erica?

  8. I na koniec pytanie, które widzowie zadawali sobie przez odcinki 3–7: gdzie jest pan Wheeler? XD Od zawsze wiedzieliśmy, że był traktowany w serialu bardziej jak rekwizyt pojawiający się od czasu do czasu, ale come on. Pani Wheeler dwa razy zdążyła uratować swoje dzieci, a pan Wheeler po prostu… wsiąkł.

Wbrew temu, co napisałam powyżej, moje odczucia da się zamknąć w jednym zdaniu: szkoda, że to już koniec i jednocześnie jak dobrze, że to już koniec. Super bajka, ale już wystarczy. Każda zabawa ma swój początek i koniec. I dokładnie tak samo jest w przypadku Stranger Things

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dojrzewanie

Minęło już trochę czasu od premiery serialu Dojrzewanie . Emocje opadły, boom nieco przygasł, my- widzowie- również ochłonęliśmy. Ale to nie znaczy, że o tym serialu przestanie się z dnia na dzień mówić. Bo mówić wręcz trzeba. Ta opowieść to dramat jednostki, rodziny a także przedstawienie szerokiej perspektywy dojrzewania współczesnych nastolatków. Zacznijmy od początku. Serial opowiada historię 13-letniego chłopca oskarżonego o zabójstwo swojej koleżanki. To nie spoiler- od początku wiemy, że chłopak rzeczywiście dopuścił się tej zbrodni. Twórcy skupiają się jednak na tym, jak rodzice dowiadują się o tragedii i jak wygląda ich życie w pierwszych dniach oraz tygodniach po tym dramatycznym wydarzeniu. Zostawię kwestie techniczne osobom, które mają w tej dziedzinie większą wiedzę, ale nie mogę pominąć jednej rzeczy: każdy z czterech odcinków został zrealizowany jednym, ciągłym ujęciem ! To imponujące- aktorzy przygotowywali się do każdego odcinka jak do spektaklu teatralnego. Próby, ...

Slow horses

Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale Kulawe konie stały się w ostatnim czasie naszym serialem . Tym, który oglądamy wyłącznie razem. I mam nieodparte wrażenie, że obejrzenie choćby jednego odcinka w tajemnicy przed drugim byłoby wystarczającym powodem do solidnego focha. Mój mąż ma zupełnie inny gust filmowo- serialowy niż ja. Preferuje horrory, filmy grozy, krew, pożogę i zniszczenie. Wspólne zachwyty nad jedną produkcją zdarzają nam się więc raczej rzadko. Nie poleciłabym mu na przykład serialu Studio , opowiadającego o kulisach współczesnego Hollywood. Zupełnie odbił się też od bardzo przeze mnie zachwalanej Sukcesji (wiem!!!). Naszą jedyną płaszczyzną porozumienia pod względem kinematografii pozostają filmy i seriale sensacyjne, kryminalne, detektywistyczne oraz thrillery. Kulawe konie wpisują się w ten schemat.   Pierwszy sezon otwiera genialna scena akcji rodem z Jamesa Bonda. Trwa niemal 20 minut i jeśli ta sekwencja nie przykuje Waszej uwagi- to znak, że ten serial po pro...

Sukcesja przemowami stoi

UWAGA! SPOJLERY! Przed rozpoczęciem oglądania Sukcesji byłam sceptyczna z wielu względów. Czy temat rodzinnych scysji i walki o "stołki" w firmie może być w ogóle interesujący? Najczęściej przed oglądaniem seriali robię research, głównie po to, żeby wpasować dany klimat w mój aktualny nastrój. Kilka (bardzo mało, ale jednak) przeczytanych przeze mnie opinii recenzentów sugerowało, że serial jest przereklamowany i że nie wiadomo, o co w ogóle tyle szumu. Wydawało mi się też, że będzie to kosmiczne połączenie Mody na sukces i Wilka z Wall Street . Jak bardzo się myliłam! Najbardziej przekonało mnie to, że większość recenzji brzmiała: „Finał Sukcesji dowiózł”. Chyba nie ma lepszej reklamy dla serialu! Dodatkowo bardzo szanuję twórców za to, że postawili na jakość produktu, a nie na ilość (sezonów i odcinków). Ostatnio mam problem z czekaniem na kolejne sezony seriali, które ciągną się latami („Ród smoka”, „Wednesday”, „Biały Lotos”). Następne sezony albo nie powstają, albo ic...