Przejdź do głównej zawartości

POZA EKRANEM: ROZWAŻANIA

"Dystans między Bogiem a kolektywem internetu jest aktualnie mniejszy niż między człowiekiem a szympansem".

Niezależnie od tego, czy wierzysz w Boga, czy nie, polecam wykłady Jordana Petersona – psychologa, politologa, kulturoznawcę i filozofa, który deklaruje swoją wiarę, a jednocześnie twierdzi, że w pełni rozumie ateistów. Być może nie zgadzam się z kilkoma jego tezami (zwłaszcza w kwestiach politycznych!) ani ze sposobem ich przedstawiania, ale nie zmienia to faktu, że jest to człowiek łączący to, co dla mnie niezwykle istotne – wiarę i naukę. Podobnie jak ja uważa, że jedno absolutnie nie musi wykluczać drugiego. 

Przykład jego rozważań poniżej (fragment wykładu 1:52:00–1:53:08):

„Bóg i wchodzenie w negocjacje/targowanie się.

Pieniądze są reprezentacją okazji i interesu – ich posiadanie to forma targowania się z przyszłością. Ludzkość nadała światu kształt w taki sposób, aby móc negocjować z przyszłością. Nie doszlibyśmy do punktu, w którym jest to możliwe, gdybyśmy najpierw nie posiedli samej idei przyszłości i czasu. Ludzie potrafią zachowywać się tak, jakby przyszłość była już teraz rzeczywistością.

Jako ludzkość mamy tradycję, która pozwala nam działać w teraźniejszości, zakładając, że przyszłość jest czymś, z czym można negocjować. To właśnie dlatego jesteśmy zdolni do poświęceń. Składanie ofiar praktykowano już w zamierzchłych czasach – dziś przybierają one nie rytualny, lecz psychologiczny charakter. Wiemy, że możemy zrezygnować z czegoś ważnego w teraźniejszości, wierząc, że w ten sposób negocjujemy z „Czymś” reprezentującym transcendentną przyszłość. Jest to jedno z największych odkryć ludzkości.

Żadne inne stworzenie nie potrafi zachowywać się tak, jakby przyszłość była realna niczym rzeczywistość. Żadne inne stworzenie nie potrafi targować się z rzeczywistością – i to jest niesamowite!”.

Niesamowite jest to, że powyższy fragment to tylko MINUTA z jego prawie 3 godzinnego wykładu...

W wykładach Jordana Petersona urzeka mnie kilka kwestii. Po pierwsze, to, jak niesamowicie skomplikowanie potrafi mówić o rzeczach, które na pierwszy rzut oka wydają się proste. Jednak kiedy zaczyna je rozkładać na czynniki pierwsze, okazuje się, że wcale nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Jednocześnie w swoich wykładach potrafi w przejrzysty i stosunkowo zrozumiały sposób mówić o zjawiskach, nad którymi filozofowie zastanawiają się od wieków. Nie podaje jednej uniwersalnej recepty, lecz wskazuje kierunek, który – jego zdaniem – jest najlepszym rozwiązaniem.

Idea podejmowania decyzji poprzez wykluczanie czynników jest mi bardzo, bardzo, bardzo bliska!

Właściwie w ten sposób podejmuję każdą decyzję. Rozważam wszystkie kwestie, rozrzucam metaforyczne puzzle i po kolei wykluczam to, co wydaje mi się niewłaściwe, aż w końcu z chaosu wyłania się rozwiązanie, które składam w całość. W ten sposób wybrałam szkołę średnią, w ten sam sposób zdecydowałam o studiach. Nie dlatego, że od zawsze znałam odpowiedź na pytanie Co chcę robić w życiu? , ale metodą wykluczania doszłam do tego, co mi na daną chwilę nie służy, i wybrałam – nazwijmy to – „mniejsze zło”.

To proces żmudny, długi, czasem wydający mi się absurdalny, bo prowadzi mocno naokoło... Jednak z czasem zaczęłam dostrzegać jego ogromną zaletę. Efektem ubocznym takiego sposobu podejmowania decyzji jest to, że uczę się wielu pobocznych, różnych rzeczy. Uczę się też mechanizmów, jakimi kierują się ludzie, ich sposobu myślenia. Dzięki nim i ich błędom wiem, jakich błędów ja powinnam unikać. Dzięki temu wiem też na pewno, czego nie chcę.

Kiedyś ktoś mi powiedział, że „za bardzo wybrzydzam”. Kocham w sobie tę cechę! Nie satysfakcjonują mnie półśrodki. Wolę milion razy źle ułożyć puzzle, bo wiem, że za milion pierwszym razem zrobię to dobrze. A nawet mam nadzieję, że układając te wielkie, życiowe puzzle, być może kiedyś zobaczę w nich dzieło swojego życia.

Wiem jednak, że to nie nastąpi teraz. Wiem, że to potrwa. Liczę się też z tym, że mogę nigdy nie doczekać się rezultatu, nie zobaczyć pełnego obrazu, który układam.

Tymczasem słucham ludzi mądrzejszych ode mnie, którzy potrafią o wiele lepiej niż ja opowiadać o dylematach moralnych i życiowych.

EDIT: Nie wiem, na ile jest to oczywiste, ale uznałam, że warto to doprecyzować – dodałam „edit”, aby uniknąć niedopowiedzeń. Polecam wykłady Jordana Petersona w tej kwestii, ale nie oznacza to, że utożsamiam się z jego przekonaniami, zwłaszcza politycznymi, co już wcześniej zaznaczyłam.

Uważam, że jest to osoba, która ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, ale jednocześnie wiem, że w pewnych kwestiach po prostu się myli lub – z racji tego, że nie mieszka w Europie Środkowej, lecz za oceanem – ma inną perspektywę na sprawy polityczne, zwłaszcza w naszym regionie.

Moim zdaniem omawiany materiał to jedno z jego bardziej udanych rozważań nad naturą człowieka. Z niezwykłą wnikliwością pochyla się także nad kształtem tekstów biblijnych – w sposób, w jaki nie widziałam, by ktokolwiek inny to robił. To bardzo ciekawa perspektywa, warta uwagi i krytycznej analizy.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dojrzewanie

Minęło już trochę czasu od premiery serialu Dojrzewanie . Emocje opadły, boom nieco przygasł, my- widzowie- również ochłonęliśmy. Ale to nie znaczy, że o tym serialu przestanie się z dnia na dzień mówić. Bo mówić wręcz trzeba. Ta opowieść to dramat jednostki, rodziny a także przedstawienie szerokiej perspektywy dojrzewania współczesnych nastolatków. Zacznijmy od początku. Serial opowiada historię 13-letniego chłopca oskarżonego o zabójstwo swojej koleżanki. To nie spoiler- od początku wiemy, że chłopak rzeczywiście dopuścił się tej zbrodni. Twórcy skupiają się jednak na tym, jak rodzice dowiadują się o tragedii i jak wygląda ich życie w pierwszych dniach oraz tygodniach po tym dramatycznym wydarzeniu. Zostawię kwestie techniczne osobom, które mają w tej dziedzinie większą wiedzę, ale nie mogę pominąć jednej rzeczy: każdy z czterech odcinków został zrealizowany jednym, ciągłym ujęciem ! To imponujące- aktorzy przygotowywali się do każdego odcinka jak do spektaklu teatralnego. Próby, ...

Slow horses

Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale Kulawe konie stały się w ostatnim czasie naszym serialem . Tym, który oglądamy wyłącznie razem. I mam nieodparte wrażenie, że obejrzenie choćby jednego odcinka w tajemnicy przed drugim byłoby wystarczającym powodem do solidnego focha. Mój mąż ma zupełnie inny gust filmowo- serialowy niż ja. Preferuje horrory, filmy grozy, krew, pożogę i zniszczenie. Wspólne zachwyty nad jedną produkcją zdarzają nam się więc raczej rzadko. Nie poleciłabym mu na przykład serialu Studio , opowiadającego o kulisach współczesnego Hollywood. Zupełnie odbił się też od bardzo przeze mnie zachwalanej Sukcesji (wiem!!!). Naszą jedyną płaszczyzną porozumienia pod względem kinematografii pozostają filmy i seriale sensacyjne, kryminalne, detektywistyczne oraz thrillery. Kulawe konie wpisują się w ten schemat.   Pierwszy sezon otwiera genialna scena akcji rodem z Jamesa Bonda. Trwa niemal 20 minut i jeśli ta sekwencja nie przykuje Waszej uwagi- to znak, że ten serial po pro...

Sukcesja przemowami stoi

UWAGA! SPOJLERY! Przed rozpoczęciem oglądania Sukcesji byłam sceptyczna z wielu względów. Czy temat rodzinnych scysji i walki o "stołki" w firmie może być w ogóle interesujący? Najczęściej przed oglądaniem seriali robię research, głównie po to, żeby wpasować dany klimat w mój aktualny nastrój. Kilka (bardzo mało, ale jednak) przeczytanych przeze mnie opinii recenzentów sugerowało, że serial jest przereklamowany i że nie wiadomo, o co w ogóle tyle szumu. Wydawało mi się też, że będzie to kosmiczne połączenie Mody na sukces i Wilka z Wall Street . Jak bardzo się myliłam! Najbardziej przekonało mnie to, że większość recenzji brzmiała: „Finał Sukcesji dowiózł”. Chyba nie ma lepszej reklamy dla serialu! Dodatkowo bardzo szanuję twórców za to, że postawili na jakość produktu, a nie na ilość (sezonów i odcinków). Ostatnio mam problem z czekaniem na kolejne sezony seriali, które ciągną się latami („Ród smoka”, „Wednesday”, „Biały Lotos”). Następne sezony albo nie powstają, albo ic...