Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego Spirited Away mnie nie poruszyło i dlaczego mimo wszystko warto przekonać się samemu?

Nigdy nie interesowało mnie anime. Odkąd dwa tygodnie temu obejrzałam trzy filmy tego gatunku, które opiszę w letniej serii postów - jeden co miesiąc, od czerwca do sierpnia - zaczęłam zaglądać na fora i czytać analizy fanowskich interpretacji. Zaglądałam na fora Filmwebu, oglądałam streszczenia pełnych zachwytów krytyków filmowych na YouTubie - i wciąż nie potrafię zrozumieć, dlaczego filmy Hayao Miyazakiego tak głęboko poruszają innych, a mnie zupełnie nie.

Po raz pierwszy zetknęłam się z nimi na początku lat 2000, kiedy trafiały do kin, a następnie do telewizji. W tamtym czasie znacznie bardziej ekscytowały mnie jednak X-Meni czy Odlotowe agentki. 😄 Pamiętam natomiast bardzo dobrze swoje emocje - głównie przerażenie. Demony np. z Księżniczki Mononoke były dla mnie zbyt intensywne. Odwracałam wzrok. Jako sześcioletnia dziewczynka płakałam. Nie rozumiałam, co się dzieje na ekranie. Było we mnie tylko uczucie lęku i niepokoju. I to właśnie zapamiętałam z mojego pierwszego kontaktu z anime.

Dziś mam 31 lat i postanowiłam dać tym filmom drugą szansę. W końcu do niektórych rzeczy trzeba dorosnąć? A poza tym- hej, przecież to niemożliwe, żeby jakaś animacja spowodowała u dorosłej osoby bezsenność… prawda?

INNY ŚWIAT. PORADA: PRZYGOTUJ SIĘ DO TEJ PODRÓŻY MERYTORYCZNIE.

Doceniam piękną animację Spirited Away, która (jak się dowiedziałam) jest znakiem rozpoznawczym Studia Ghibli. Po zgłębieniu tematu wiem też, że film opowiada o duchowości Japończyków. Jest w nim mnóstwo odniesień do folkloru, religii shintō i buddyzmu zen, do szacunku wobec przyrody i codziennych rytuałów. Dla japońskiego odbiorcy wiele symboli - jak duchy, kąpieliska, kontrakt z czarownicą czy imiona mające moc - jest kulturowo czytelnych i pełnych znaczeń. To film głęboko zakorzeniony w ich tradycji. Przez to jednak dla widza z zewnątrz może być bardziej zagadką niż opowieścią.

No i w porządku. Ale ja się w tej kulturze nie wychowałam i nie utożsamiam się z nią. Dla mnie to wszystko jest zbyt egzotyczne, abym mogła w pełni zrozumieć fenomen. Dodatkowo akcja filmu jest chwilami psychodeliczna i moim zdaniem, zbyt intensywna dla dzieci. Poleciłabym ją raczej młodzieży powyżej 12, a może nawet 16 roku życia. Młodsza widownia mogłaby długo mierzyć się z tym, co zobaczyła- nie wspominając już o autentycznej traumie, jaką mogą wywołać przygody Chihiro.

Ale... mimo mojej osobistej niechęci, rozumiem, skąd bierze się zachwyt innych. Spirited Away nie jest zwykłą bajką. To sen na jawie, poetycka przypowieść i kulturowa wyprawa w jednym. Nawet jeśli nie trafia w Twój gust - potrafi na długo zostać w pamięci. Zresztą może właśnie na tym polega siła dobrego filmu: nie musi się podobać, by coś w Tobie poruszyć. 

Kilka słów o fabule, która w gruncie rzeczy stanowi jedynie tło dla barwnego świata wykreowanego przez reżysera. Jako widzowie śledzimy historię dziewczynki Chihiro, która trafia do krainy bogów. Gdy jej rodzice na jej oczach zostają przemienieni w świnie, dziewczynka musi odnaleźć się w tej dziwnej rzeczywistości i znaleźć sposób, by ocalić zarówno ich, jak i samą siebie.

W twórczości Miyazakiego najmocniej porusza mnie jedna kwestia, którą dostrzegłam podczas seansu Spirited Away i którą widziałam też w kolejnych produkcjach- relatywizm dobra i zła. Reżyser często pokazuje, że te pojęcia nie są jednoznaczne ani stałe. Dobro i zło przenikają się, istnieją w człowieku równolegle, a czasem wręcz współistnieją i wzajemnie na siebie wpływają. W opisywanym przeze mnie filmie wyraźnie widać to na przykładzie ducha bez twarzy czy czarownicy, która z jednej strony jest nadopiekuńczą matką, a z drugiej bezlitosną tyranką wobec swoich pracowników.

Jeśli jesteś ciekawy/-a świata, lubisz nieoczywiste historie i chcesz zobaczyć, jak wygląda animacja, która zdobyła Oscara i miliony serc na całym świecie- obejrzyj Spirited Away. Może akurat Ty odnajdziesz w nim coś, czego ja nie potrafiłam dostrzec- jeśli tak, daj znać w komentarzu. Jestem ciekawa Twojego spojrzenia i może dzięki niemu zobaczę w tej historii coś nowego.

Moja ocena filmu: 4/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dojrzewanie

Minęło już trochę czasu od premiery serialu Dojrzewanie . Emocje opadły, boom nieco przygasł, my- widzowie- również ochłonęliśmy. Ale to nie znaczy, że o tym serialu przestanie się z dnia na dzień mówić. Bo mówić wręcz trzeba. Ta opowieść to dramat jednostki, rodziny a także przedstawienie szerokiej perspektywy dojrzewania współczesnych nastolatków. Zacznijmy od początku. Serial opowiada historię 13-letniego chłopca oskarżonego o zabójstwo swojej koleżanki. To nie spoiler- od początku wiemy, że chłopak rzeczywiście dopuścił się tej zbrodni. Twórcy skupiają się jednak na tym, jak rodzice dowiadują się o tragedii i jak wygląda ich życie w pierwszych dniach oraz tygodniach po tym dramatycznym wydarzeniu. Zostawię kwestie techniczne osobom, które mają w tej dziedzinie większą wiedzę, ale nie mogę pominąć jednej rzeczy: każdy z czterech odcinków został zrealizowany jednym, ciągłym ujęciem ! To imponujące- aktorzy przygotowywali się do każdego odcinka jak do spektaklu teatralnego. Próby, ...

Slow horses

Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale Kulawe konie stały się w ostatnim czasie naszym serialem . Tym, który oglądamy wyłącznie razem. I mam nieodparte wrażenie, że obejrzenie choćby jednego odcinka w tajemnicy przed drugim byłoby wystarczającym powodem do solidnego focha. Mój mąż ma zupełnie inny gust filmowo- serialowy niż ja. Preferuje horrory, filmy grozy, krew, pożogę i zniszczenie. Wspólne zachwyty nad jedną produkcją zdarzają nam się więc raczej rzadko. Nie poleciłabym mu na przykład serialu Studio , opowiadającego o kulisach współczesnego Hollywood. Zupełnie odbił się też od bardzo przeze mnie zachwalanej Sukcesji (wiem!!!). Naszą jedyną płaszczyzną porozumienia pod względem kinematografii pozostają filmy i seriale sensacyjne, kryminalne, detektywistyczne oraz thrillery. Kulawe konie wpisują się w ten schemat.   Pierwszy sezon otwiera genialna scena akcji rodem z Jamesa Bonda. Trwa niemal 20 minut i jeśli ta sekwencja nie przykuje Waszej uwagi- to znak, że ten serial po pro...

Sukcesja przemowami stoi

UWAGA! SPOJLERY! Przed rozpoczęciem oglądania Sukcesji byłam sceptyczna z wielu względów. Czy temat rodzinnych scysji i walki o "stołki" w firmie może być w ogóle interesujący? Najczęściej przed oglądaniem seriali robię research, głównie po to, żeby wpasować dany klimat w mój aktualny nastrój. Kilka (bardzo mało, ale jednak) przeczytanych przeze mnie opinii recenzentów sugerowało, że serial jest przereklamowany i że nie wiadomo, o co w ogóle tyle szumu. Wydawało mi się też, że będzie to kosmiczne połączenie Mody na sukces i Wilka z Wall Street . Jak bardzo się myliłam! Najbardziej przekonało mnie to, że większość recenzji brzmiała: „Finał Sukcesji dowiózł”. Chyba nie ma lepszej reklamy dla serialu! Dodatkowo bardzo szanuję twórców za to, że postawili na jakość produktu, a nie na ilość (sezonów i odcinków). Ostatnio mam problem z czekaniem na kolejne sezony seriali, które ciągną się latami („Ród smoka”, „Wednesday”, „Biały Lotos”). Następne sezony albo nie powstają, albo ic...