Na szybko, muszę trochę ponarzekać.
(Czas czytania 2min)
Tak jak myślałam, mój gust filmowy nieco różni się od gustu Akademii.
Po pierwsze, największym przegranym tegorocznych Oscarów jest Emilia Perez, ale to niestety było do przewidzenia, biorąc pod uwagę kontrowersje wokół filmu. Choć moim zdaniem dzieło powinno być oceniane niezależnie od tego, co dzieje się w kuluarach... wiem jednak, że świat tak nie działa.
Kolejną przegraną jest Substancja i brak statuetki dla Demi Moore. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo uważam, że aktorka zagrała rolę życia. A biorąc pod uwagę jej bogatą filmografię, którą już wpisała się w historię kina, tym bardziej szkoda.
The Brutalist został potraktowany, moim zdaniem, brutalnie uczciwie. Bez zaskoczeń – w kategoriach, w których był wybitny, po prostu został doceniony.
Dla mnie największym zaskoczeniem tegorocznego rozdania jest Anora, bo nie uważam, żeby ten film w jakikolwiek sposób się wyróżniał. Jak trafnie ujął to jeden z krytyków festiwalu w Cannes: „To dobry film. Ale nie dostrzegamy w nim znamion sztuki.” Oscar dla tego filmu nie jest jednak niespodzianką, bo w ostatnich dwóch miesiącach Anora była na fali wznoszącej na festiwalach filmowych, zwłaszcza amerykańskich. Dodatkowo – tu już spekuluję – może sytuacja na arenie międzynarodowej miała z tym coś wspólnego?
Najważniejsze jest jednak to, że Kieran Culkin zdobył Oscara, choć przyznam szczerze, że jego oscarowa przemowa była nieco żenująca. Wiem, że żarty z żoną i ich śmieszki- heheszki miały swój urok, ale pewne rzeczy mógłby zachować dla siebie.
Gala Oscarów nie wzbudza we mnie już takich emocji jak kiedyś. Niemniej jednak uważam, że wiele dobrych produkcji zostało słusznie wyróżnionych. Za jakiś czas zapewne nadrobię tytuły, których jeszcze nie widziałam. Nie czuję jednak w tym temacie presji, bo nie oglądam filmów po to, aby być na bieżąco ze wszystkim, ale dlatego, że sprawia mi to przyjemność.
Komentarze
Prześlij komentarz